'MAKE THE LOGO BIGGER!', czyli jak radzić sobie z klientami z piekła rodem
Każdy, kto pracuje w jakimkolwiek designie (nieważne, czy to print, czy web) spotkał się na pewno przynajmniej raz z „klientem z piekła rodem”, nazywanym czasem pieszczotliwie ECFH. Sztuka bycia projektantem dla takiego klienta polega na znajdowaniu kompromisów pomiędzy własną ideą, a pomysłami klienta lub na umiejętnej „inżynierii socjologicznej”, czyli takim wmanipulowaniu gościa we własny pomysł, aby uwierzył, że to jego własny. Oto jakie rozwiązania stosuję ja.
Kontrprzykłady
Jeśli projektujesz coś dla ECFH, staraj się znajdować podkładkę pod swoje działania. Jeśli projektujesz — powiedzmy — serwis społecznościowy, przejrzyj inne serwisy o podobnej tematyce, gdzie wykorzystane są Twoje pomysły. Dobrze jest też powoływać się na takie sztandarowe serwisy jak Flickr, mając zawsze w zanadrzu odpowiedź „serwis X ma to rozwiązane, tak jak wygląda moja propozycja, a mają miliony użytkowników”
Mądrość ludowa
Fajnie jest mieć gdzieś (np. w del.icio.us) zachomikowane parę artykułów o designie i badań dot. user experience i usability. Sporo magazynów i blogów dot. designu i UX (m.in. Smashing Magazine) cyklicznie robi badania dot. przyzwyczajeń użytkowników do różnych typowych elementów serwisów. Oczywiście, jako designer powinieneś je znać (użyteczność, głupcze), natomiast Twój klient niekoniecznie. Jeśli zasugerujesz mu rozwiązanie bardziej użyteczne, a do tego podeprzesz się jakimiś naukowo brzmiącymi badaniami, zwykle postawisz na swoim.
Logika
Często (a przynajmniej mnie) zdarzają się klienci, którzy najchętniej zobaczyliby na stronie głównej kwiecisty opis serwisu wraz ze wszystkimi szczegółami implementacji. Oczywiście, nie należy mieć nic przeciwko temu, jednak żeby zainteresować użytkownika mamy tylko tzw. „pierwsze wrażenie”, czyli kilka(naście) pierwszych sekund jego pobytu na stronie. W takich przypadkach cztery tysiące znaków tekstu na start mogą nam jedynie odstraszyć potencjalnego klienta końcowego, na co też możemy się powołać przy rozmowie z naszym „ukochanym” zleceniodawcą. Dobrze sprawdzają się pytania logiczne w stylu „Ile czasu średnio spędza Pan/i na zapoznanie się z nowym serwisem? Poniżej minuty, prawda? No właśnie.” tudzież „A czy wchodząc pierwszy raz na stronę firmy, o której nie wie Pan/i nic, chciałoby się Pan/i to wszystko czytać? No właśnie.”.
Wzorce
Ostatnio odkryłem niesamowicie wręcz pomocny w walkach z uporczywymi klientami serwis Pattern Tap. Serwis z grubsza zajmuje się zbieraniem swoistych „wzorców projektowych” dla WWW wraz z przykładami użycia. Zwykle argument wzorca wraz z przykładami, lub skierowanie klienta wprost na Pattern Tap przynosi spektakularne wręcz efekty.
Kompromisy
Kiedy wszystko inne zawodzi, musimy iść na kompromisy. Kompromis w takim przypadku nie polega jednak na „zrobię tak jak on chce, byle to odwalić”, bo to nie jest kompromis, tylko okopanie się i wywieszenie białej chorągwi. Kompromis powinien polegać na takiej modyfikacji pomysłu klienta, aby pasowała do ogólnego konceptu projektanta, co zwykle po dłuższym lub krótszym namyśle da się zrobić, a w ten sposób i wilk jest syty, i owca cała.
Podsumowanie
Każdy klient w trakcie procesu potrafi się przeistoczyć w ECFH-a, ale poprzez znajdowanie kompromisów i dobre argumentowanie swoich decyzji można sprowadzić nawet uporczywą z początku współpracę do gładkiej i spokojnej wymiany opinii i inspiracji. Wymaga to jednak uporu i sporej cierpliwości, której sobie i wam życzę.



Urodziłem się 9 października 1984 w Krakowie. Obecnie jestem studentem Informatyki Stosowanej na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Projektowaniem graficznym i wzornictwem przemysłowym interesowałem się od zawsze. Jako dziecko rysowałem jak szalony, potem zajmowałem się grafiką i ASCII-artem na demoscenie. Mniej więcej od 2000 roku zajmuję się projektowaniem stron internetowych, od czasu posiadania Internetu w domu zainteresowałem się także standardami, SEO/SEM, dostępnością i użytecznością serwisów internetowych.