Po raz kolejny Kuba, wyraźnie znudzony w domu wziął się za analizę serwera aplikacji dla Rails/Merb. Tym razem padło na Mongrela, flagowy produkt kontrowersyjnej postaci świata języków skryptowych, Zeda Shawa. Kuba postanowił przegryzać się linijka po linijce po kodzie Mongrela, dzięki czemu dziś z rana w biurze opowiadał nam z zapałem, jak bardzo prosta jest jego konstrukcja. Pisemnie swoje wynurzenia zawarł na blogu, który developerów Ruby po raz kolejny może zainteresować.
O poście
Kuba, wyraźnie nudząc się w domu, w którym nie podłączyli mu jeszcze Internetu, zaczął wgryzać się w kod dedykowanego webservera do Ruby’ego, Ebb, który dzięki temu że został napisany w pure C, jest znacznie wydajnieszy od Mongrela, czy Thina i planujemy go używać przy okazji hostowania utype. Wyniki jego analizy razem z kawałkami kodu można znaleźć na jego blogu.
Developerów Ruby może zainteresować.
O poście
Od niedawna zacząłem bardzo aktywnie używać serwisu LaterLoop i nie wiedzącym co to, postanowiłem go po krótce przedstawić.
W skrócie, LaterLoop, podobnie jak Instapaper służy do zapisywania sobie linków „na zaś”. Po co mi to? Otóż gdy akurat nie ma sesji i pracuję w biurze, zaczynam dzień od prasówki RSS. Niestety, zwykle ilość rzeczy do zrobienia i fakt, że bardzo lubię pracować metodą JFDI, zwykle przeglądam tylko nagłówki w Netvibes i zabieram się do roboty. Po prostu, z rana wolę zająć się pracowaniem, żeby odkopać jak najwięcej roboty. Do tej pory RSSy które „intrem” tudzież nagłówkiem zaintrygowały mnie na tyle, żeby chcieć się wgłębić, dodawałem do taga toread w moich zakładkach, nie mniej jednak po pewnym czasie tag ten urósł do niepokojących rozmiarów, bo po przeczytaniu artykułu nie chciało mi się wracać i przetagowywać. I wtedy pojawił się w mojej przeglądarce Laterloop.
Jak to działa? Po zainstalowaniu dodatku do Firefoxa, w Twoim pasku na dole pojawia się mała ikonka Laterloop. Jeśli jakaś strona zainteresuje Cię, ale nie masz czasu jej przeczytać – klikasz i voila. Po kliknięciu ikonki, pojawia się animowany indicator, znika, że coś się dzieje i na tym kończy się Twoja rola w tym momencie. W wolnej chwili przy pomocy dowolnej przeglądarki (nawet tej mobile, Laterloop jest mocno zoptymalizowany pod tym względem) wchodzisz na stronę LL gdzie znajduje się lista Twoich nieczytanych serwisów. Po kliknięciu w link na liście, otwierasz go, a serwis oznacza go jako przeczytany. Możesz ew. dodać go do listy ciekawych linków funkcją star.
Kolejnym atutem Laterloop poza tym, że w Firefoksie przeciwieństwie do Instapaper działa jako add-on a nie jako bookmarklet (zawsze wyłączam pasek zakładek Firefoksa ze względu na Web Developer Toolbar którego używam w pracy) jest fakt, że jest napisany w oparciu o Google App Engine, co pozwala na logowanie do niego przy pomocy Google API – ergo: jeden mniej login i hasło do pamiętania.
Chyba tyle tego przydługawego opisu jakże prostego w użyciu serwisu – czytaczom RSSowym z chronicznym brakiem czasu polecam solennie. ;)
O poście
Ostatnio na A List Apart pojawił się ciekawy artykuł dotyczący nowej techniki pozycjonowania layoutów XHTML/CSS przy pomocy tzw. faux absolute positioning.
Na czym polega owa technika? Otóż jeśli zajmujecie się zawodowo projektowaniem serwisów tudzież przekładaniem waszych projektów na XHTML/CSS, wiecie na pewno że przy layoutach opartych na siatkach (tzw. gridy) istnieją dwie popularne techniki pozycjonowania przy pomocy CSS -– pierwszym z nich jest floating, czyli pozycjonowanie przy użyciu float oraz pozycjonowanie przy pomocy position:absolute.
Pierwszy sposób jest niesamowicie niewygodny przy liquid layoutach głównie ze względu na różnice w zaokrąglaniu m.in. atrybutu width w Firefoksie i Internet Explorerze oraz różne interpretacje box modelu pomiędzy przeglądarkami. Drugi zaś sposób jest problematyczny m.in. przy pozycjonowaniu wszelakich stopek, ponieważ praktycznie nie da się ustawić kontenerów relatywnie pod absolutnie pozycjonowanymi kolumnami. Eric Sol i jego team dość długo zmagali się z tymi problemami podczas swoich projektów, więc opracowali nową technikę, wspomniane już wyżej faux absolute positioning, która wydaje się eliminować powyższe problemy (przy okazji wprowadzając kilka swoich, ale nikt nie jest doskonały ;)). Po szczegóły odsyłam do źródła.
O poście
Z lekka zainspirowany wpisem Minął rok na blogu Ravbakera postanowiłem napisać jak to było ze mną.
Studia
Pięknego dnia 1. października 2004 rozpocząłem (po pewnych perypetiach związanych z wstępniakami) studia dzienne na Informatyce Stosowanej na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Pierwszy rok studiów zleciał pod znakiem matematyki, fizyki i dorywczych prac designerskich jako freelancer (doświadczenia w temacie nieco już miałem, bo nieśmiałe początki moich projektów za które dostawałem jakąś kasę sięgają drugiej-trzeciej klasy szkoły średniej). Na trzecim roku pomimo nawału projektów uczelnianych postanowiłem rozpocząć pracę z prawdziwego zdarzenia. Za namową znajomego złożyłem papiery do firmy Making Waves na stanowisko programisty .NET. ASP znałem średnio, natomiast z czasów freelancerskich znałem dość dobrze zasady pisania semantycznego HTML, CSS, JavaScriptu z użyciem Prototype i trochę ogólnych zasad panujących w webdesignie.
Pierwsza „prawdziwa” praca
Na rozmowę poszedłem bez specjalnych nadziei, w podartych dżinsach, butach na deskę i czerwonym swetrze. „Przesłuchujący” mnie wówczas Kuba Krzych (pozdrawiam!) skierował rozmowę na tory nie .NETowe a XHTML/CSS i wyraźnie spodobało mu się to, że w miarę ogarniam temat. Zostałem przyjęty na okres próbny na stanowisko Front-end developer. W związku z moim świrem na punkcie web2.0, zostałem przypisany na stałe do projektu SecondBrain, w którym ratowałem developerów .NET przed koniecznością pisania znienawidzonego przez nich kodu front-endowego. Po drodze przewinąłem się przez kilka enterprise’owych projektów Polskich i Norweskich (m.in. mój ulubiony Kalkulator) szkoląc się w biznesowym podejściu do procesu, klienta i tym podobnych sprawach. Poznałem masę świetnych młodych kreatywnych ludzi których przy okazji chciałbym pozdrowić.
Niestety, po roku współpracy ze względu na pewne denerwujące szczegóły postanowiłem się pożegnać z Making Waves i zrobić sobie chwilę odpoczynku od pracy. Nie dało się jednak – tak to już jest, że jak wciągniesz się w pracę, to jakoś potem pusto się robi – to miłe uczucie ale do czasu. Złożyłem więc papiery do małej firmy Lunar Logic Polska.
Nowa praca
Na rozmowę do Lunar Logic zgodnie z tradycją poszedłem w podartych dżinsach i swetrze. Aplikowałem na stanowisko front-end developera w firmie, która radziła sobie świetnie bez ludzi na podobnym stanowisku. Zostałem przyjęty jako pewnego rodzaju eksperyment i przypisany do projektu Zen.be, o którym pewnie kilku z was słyszało. Po trzech miesiącach pracy w LLP podpisałem renegocjowaną i bardzo dla mnie korzystną umowę na czas nieokreślony, zostałem i nie zamierzam sobie nigdzie iść. W międzyczasie zmieniliśmy biuro, powstała idea projektu utype, który przedstawiłem mojemu obecnemu szefowi, bardzo mu się spodobał i bywa, że siedząc w biurze pracujemy nad utype, jeśli nie ma nic pilnego dla klientów, którzy płacą żywą gotówką. W między czasie znudziło mi się bycie tylko człowiekiem od front-endu i staram się rozwijać zainteresowania zawodowe zarówno w stronę programowania server-side w Ruby (Rails, Merb itp.) jak i bardziej "designerskiej" strony, pilnie śledząc blogi o designie, usability i tym podobnych wynalazkach. Ech, gdyby tylko doba miała 72 godziny...
O poście